"Pałac lodowy" na zimę

Zachwycająca, misternie spleciona, poetycka, porywająca, po prostu piękna - taka jest niewielka powieść Tarjei Vesaasa "Pałac lodowy". Czytana przez Karolinę Gruszkę i wzbogacona muzyką Michała Brzozowskiego i Tomasza Brajtera, w opracowanej właśnie wersji MP3, staje się audiobookiem doskonałym.
Książka napisana przez norweskiego autora w 1963 roku (polski przekład wyszedł dokładnie trzydzieści lat temu) to jeden z tych tekstów, które od pierwszego do ostatniego zdania przeżywa się z niesłabnącą intensywnością. Rzecz magnetyzująca, zawłaszczająca czytelnika jak bohaterów tytułowy symboliczny lodowy pałac - majestatyczna, wyniosła, budząca respekt lodowa struktura na zamarzniętym wodospadzie, w której zgubić się równie łatwo jak w labiryncie. Za sprawą dziwności, niedopowiedzeń oraz dyskretnie dokonywanej przez Vesaasa deformacji czasu opisane wydarzenia przypominają marzenia senne. Kunsztowny język, metaforyczny wymiar tej prozy oraz sceneria surowej norweskiej zimy - z iskrzącym się śniegiem, przeszywającym wiatrem i wcześnie zapadającym zmrokiem - nadają z kolei utworowi cechy poetyckiej baśni. "Bo niech się co chce mówi o Vesaasie - i to, że jest tak bliski pisarzom amerykańskim, i że niedaleko mu i do Faulknera, i Knuta Hamsuna - a jednak jest to romantyk całą gębą i tak bardzo twórczy w kreowaniu tajemniczych, niedopowiedzianych i pięknych nastrojów, malowaniu takich pejzaży jak ten Caspara Davida Friedricha, na którym dwaj przyjaciele patrzą na wschodzący księżyc" - pisał Jarosław Iwaszkiewicz w "Szkicach o literaturze skandynawskiej".
Tajemnica, niepokój, wreszcie natężenie czytelniczych emocji nie słabną mimo maksymalnego uproszczenia akcji, którą da się streścić w kilku zaledwie zdaniach. Osierocona 11-latka Unn, która niedawno przeprowadziła się z innej okolicy, by zamieszkać z ciotką, gubi się podczas samotnej wyprawy do pałacu lodowego. Jej zniknięcie silnie oddziałuje na Siss, której Unn chciała zdradzić poprzedniego dnia jakiś sekret. Ciągłe wspominanie przyjaciółki - w wizjach spowodowanych gorączką, podczas wędrówek nad zamarznięty wodospad - powoduje, że Siss traci poczucie rzeczywistości, a musi się po raz pierwszy w życiu uporać z odejściem bliskiej osoby.
W interpretacji Karoliny Gruszki powieść jeszcze zyskuje na tajemniczości i czarodziejskości. Aktorka doskonale radzi sobie z krótkimi zdaniami Vesaasa, zawieszając bądź ściszając głos dokładnie w tych momentach, gdzie jest to konieczne. Genialnie oddaje nawet onomatopeje oraz wykrzykniki emotywne i kognitywne, będące dla lektora nie lada wyzwaniem! Jej delikatny głos znakomicie pasuje do nastroju opowieści snutej z perspektywy dziecka. "Pałac lodowy" to zdecydowanie najlepszy audiobook z udziałem aktorki, jakiego wysłuchałam. A łódzki wydawca płyty - mała litera/studio - zaprosił ją do współpracy nie po raz pierwszy. Wcześniej Karolina Gruszka nagrała w Studiu Polskiego Radia w Łodzi m.in. "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" rumuńskiej pisarki Aglai Veteranyi oraz "Rycerza nieistniejącego" sztandarowego autora postmodernizmu Italo Calvino. Aurę niesamowitości i grozy znakomicie podkreślają również kompozycje fortepianowe Michała Brzozowskiego z elektronicznymi efektami Tomasza Brajtera. Muzyka przygotowana specjalnie do książki - tak we fragmentach samoistnych, jak i wdzierająca się w tekst, towarzysząca głosowi lektorki - niepomiernie podnosi wartość płyty. Audiobook "Pałac lodowy" to po prostu świetnie skomponowana całość. A o tej porze roku, kiedy wszystko pokrywa śnieg, słucha się go z jeszcze większą przyjemnością.
Publikacja ma jednak, moim zdaniem, drobną wadę - żeby zobaczyć spis treści, trzeba wyjąć płytę z pudełka. Nie do końca przekonuje mnie też projekt graficzny okładki. Zachęcająca jest cena - za wysłuchanie prawie 6 godzin nagrania zapłacimy 39 zł.

Katarzyna Rakowska
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

2009-12-22 21:14:59