Karolina Gruszka opowiada na audiobookach

- Audiobook nie jest gorszą wersją książki, lecz odrębnym medium - przekonują aktorka Karolina Gruszka i łódzki wydawca Michał Brzozowski, którzy od pięciu lat nagrywają wspólnie książki na CD i mp3

Pierwszy audiobook dla łódzkiego wydawcy "mała litera/studio" - "Rycerza nieistniejącego" Italo Calvino - Karolina Gruszka nagrała w 2006 r. Od tego czasu wydawca i księgarz Michał Brzozowski zaprasza ją do czytania prawie wszystkich przygotowywanych przez siebie książek na płytach. Ostatnio pracowali wspólnie nad "Zniknięciem" Tima Krabbego, które ukaże się za kilka miesięcy.

Katarzyna Badowska: Większość osób traktuje audiobook jako wygodną formę zapoznawania się z utworem podczas wykonywania innych czynności - prasowania, gotowania, jazdy samochodem. Czym w istocie różni się samodzielne czytanie książki od słuchania audiobooka?

Michał Brzozowski: Media, a za nimi wielu odbiorców, traktują audiobook jak gorszą wersję książki papierowej. A to tak, jakby poezję śpiewaną traktować jak gorszą wersję poezji. Dziennikarze wychodzą z założenia, że skoro napisali o tytule przy okazji premiery książkowej, nie muszą już do niego wracać, gdy zostanie nagrany. Dlatego nie zamieszczają recenzji audiobooków. To irytujące, bo książka na CD i mp3 to odrębne medium. Treść poddana interpretacji i często podzielona na głosy, wzbogacona o muzykę i pomysł podania całości - staje się nową jakością. Kupując audiobooka, odbiorca dostaje zupełnie coś innego niż kupując książkę.

Karolina Gruszka: Ja porównałabym audiobooki do dramatu. Czechowa można przeczytać wydanego na papierze, ale co innego pójść do teatru i zobaczyć, jak reżyser i aktorzy - wykorzystując sztukę - rozmawiają z odbiorcą.

Dla Pani czytanie dla innych to rozmowa?

KG: Poprzez rozkładanie akcentów, atmosferę, jaką nadaję poszczególnym fragmentom, rozmawiam i z książką, i z tym, kto będzie jej słuchał.

Nagrywając, jest więc Pani aktorką czy lektorką?

KG: Nie nazywam siebie, kiedy czytam. Staram się po prostu przepuścić książkę przez własną wrażliwość.

Co wobec tego jest najważniejsze w czytaniu - wiarygodność? naznaczenie utworu własną osobą?

KG: Najważniejszy jest tekst. Trzeba go możliwie najpełniej zaprezentować. Choć oczywiście jest to prezentacja naznaczona moją osobowością.

Gdyby ta osobowość nie miała znaczenia, można by zatrudnić do czytania byle kogo z dobrą dykcją.

MB: Dlatego mnie nie interesuje audobook rozumiany jako "białe" odczytanie tekstu.

KG: Chodzi o to, żeby opowiedzieć coś wspólnie. Ja poprzez interpretację, Michał przez skomponowaną przez siebie muzykę i projekt okładki.

Karolina Gruszka nagrała większość audiobooków "małej litery". W czym tkwi sekret tej współpracy?

KG: Praca z Michałem Brzozowskim wynika z tego, co oboje lubimy, jest współtworzeniem. Do niczego się nie zmuszamy, nie spieszymy się.

MB: Polegamy na wspólnocie myśli i pomysłów. Jest nam po drodze. Wybieramy tytuły, które nas w jakiś sposób dotykają. Wyzwaniem są dla nas książki trudne w klasycznej recepcji. To istotne, że robimy "Pałac lodowy", a nie "Tylko dla orłów" Alistaira MacLeana.

KG: Bierzemy na warsztat rzeczy, które są dla nas ważne, z którymi chciałoby się poobcować trochę dłużej. Bo kiedy zaczynam się przygotowywać do nagrania, czytam całość kilka razy po cichu, potem na głos. Chcę wniknąć w sens tekstu. Niektóre z nagranych przeze mnie książek mają więcej akcji, inne - jak "Listy miłosne" Mariany Alcoforado czy "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" Aglai Veteranyi - są bardziej poetyckie.

Ale poezji jeszcze Pani nie nagrała?

KG: Nie czuję się dobrze w czytaniu poezji. Poezja wydaje mi się czymś tak nieuchwytnym, że brak mi odwagi, by ją nagrywać. Chociaż kiedy współpracowałam z Polskim Radiem, zdarzało mi się czytać i dramaty, i poezje.

MB: Być może dojrzejemy kiedyś do nagrywania poezji.

Zgodziłaby się Pani nagrać tekst, którego Pani nie lubi?

KG: Nie. Nie zgodziłabym się przeczytać książki, której ewidentnie nie lubię albo wobec której czuję dystans, nawet jeśli to dobra literatura. Ważne, aby nagrywać coś, pod czym mogę się podpisać.

"Mein Kampf" by Pani nie przeczytała?

KG: Dlaczego? To zależy, w jakim celu dokonane byłoby to nagranie.

MB: Odrzucenie bądź wybranie tytułu do nagrania nie jest równoznaczne z poprawnością polityczną, tylko z naszymi odczuciami i zainteresowaniami. Ja traktuję audiobooki jak płyty autorskie na wzór płyt wykonawców muzycznych i stawiam na aktorów, którzy mają ochotę na taką współpracę.

Jak, operując tylko głosem, oddać wszystkie niuanse i sensy tekstu, zaciekawić odbiorcę?

KG: Nie trzeba za wszelką cenę wymyślać atrakcji. Ważne, żeby usłyszeć rytm, który jest w książce, wyczuć nastrój. Potem samo zaczyna płynąć.

Jak długo potrafi Pani czytać na głos bez przerwy?

KG: Trzy godziny to optymalny czas. Później i głos się obniża, i zdarza się coraz więcej pomyłek.

MB: Karolina bardzo mało się myli...

Procentuje dobre przygotowanie.

MB: Też. Ale przede wszystkim znajomość wielu języków.

KG: Myślisz, że to ma znaczenie?

MB: Oczywiście. W wielu powieściach pojawiają się obce nazwy i nazwiska nastręczające trudności. Na przykład sporo problemów mieliśmy z nagraniem "Mojego drzewka pomarańczowego" z Adamem Woronowiczem; książki, w której co drugie słowo było portugalskie, a jest to język, gdzie inaczej się pisze, a zupełnie inaczej czyta. Podobnie nagranie "Życia przed sobą" Emile'a Ajara z Romą Gąsiorowską - pozornie prosta książka okazała się po brzegi wypełniona słowami i zdaniami po francusku, arabsku, hebrajsku i niemiecku.

Jak dba Pani o głos?

KG: Jestem przyzwyczajona do pracy z głosem. Chyba potrafię już tak się nim posługiwać, żeby go nie nadwerężać. W krytycznych sytuacjach mam oczywiście tabletki ziołowe do ssania.
Które partie tekstu są dla Pani najtrudniejsze? Wypowiedzi męskie?

KG: Najtrudniejsze są te fragmenty, które mniej do mnie trafiają, mniej mnie poruszają. Trudniej wtedy uchwycić ich atmosferę, a w konsekwencji poruszyć wyobraźnię odbiorcy.

Ma dla Pani znaczenie, czy bohaterem książki jest mężczyzna?

KG: Staramy się wybierać książki z narracją trzecioosobową lub prowadzoną z perspektywy kobiety.

Ostatnio nagrali Państwo razem "Zniknięcie" Tima Krabbego, które trafi na półki z audiobookami za kilka miesięcy. Zastanawiam się nad gatunkowym przyporządkowaniem tej książki - to proza psychologiczna? sensacja?

MB: Najbliżej jej do thrillera psychologicznego.

KG: Aczkolwiek z drugim, trzecim i czwartym dnem.

MB: To przewrotna książka - jej bohater morderca ma niejednoznaczny, bardzo pokrętny stosunek do dobra i zła.

KG: Dla mnie bardzo ważny jest wątek jego protagonisty - Rexa. To, jak bardzo daje się uwikłać w myśli i koncepcje, do czego jest w stanie dojść. W końcowej scenie uświadamia sobie spiralę tego uwikłania.

Znają Państwo wersję filmową tej książki?

KG: Tak, Michał mi ją pokazał.

MB: Są nawet dwie wersje. Amerykańskiej (remake'u) nie widziałem - choć słyszałem, że nie jest najlepsza. Holenderską poznałem jeszcze zanim trafiła do mnie książka, jakieś dwadzieścia lat temu. Porażająco na mnie zadziałała.

Film miał wpływ na nagranie?

KG: Chyba tak. Podchodziliśmy do tej powieści dwa razy. Za pierwszym razem, kiedy przyjechałam do Łodzi na nagranie, byłam lekko zaziębiona i zmęczona. Czytanie nie wyszło. Przed kolejnym podejściem byłam już po obejrzeniu filmu i poszło z górki.

Rynek audiobooków pozostaje niszowy, pieniądze za czytanie są gorsze niż za role filmowe. Co jest atrakcyjnego dla aktora w nagrywaniu książek?

KG: Nie wszystko się robi dlatego, że jest komercyjne i dobrze się sprzedaje, chociaż oczywiście chciałabym, aby nasze audiobooki dotarły do jak największej liczby odbiorców. Nagrywanie pozwala mi spędzić trochę czasu z dobrą książką. Bardzo leży w moim charakterze. Lubię to robić.

Sądząc po Pani współpracy z Davidem Lynchem, rezygnacji z etatu w stołecznym teatrze i przeprowadzce do Moskwy, można by myśleć, że woli Pani działania z nutą szaleństwa, nieprzewidywalne.

KG: Mam tyle zmian w życiu, że nagrywanie kojarzy mi się z dobrą energią, spokojem, kameralnością. Bardzo lubię siedzieć w studiu przed mikrofonem. Tęsknię za tym, kiedy długo nie nagrywamy.

Myśli Pani o słuchaczu podczas nagrywania, czy tylko o profesjonalnym podaniu tekstu?

KG: Ja tak czytam, jakbym komuś czytała. Czasami nawet kieruję w myślach to moje czytanie do konkretnej osoby. Generalnie pracuję w ten sposób. Podczas prób do spektaklu w wyobraźni sadzam na widowni osoby, do których chciałabym skierować przedstawienie. Najczęściej to są 2-3 osoby z różnych środowisk, w różnym wieku. Kiedy mam wątpliwości interpretacyjne, zastanawiam się, co bardziej by na nich oddziałało.

Jak wygląda rynek audiobooków w Polsce?

MB: Słabo. Wydawanie książek na płytach rozpoczęło się od produkcji dla niewidomych i bardzo długo audiobooki były traktowane jako produkt dla niepełnosprawnych. Obecnie jest wielu wydawców, ale rynek pozostaje mocno niszowy. Jak wspominałem, polskie media nie potrafią o tym formacie mówić, żadnego wydawcy, który wkłada własne pieniądze, nie stać na znaczącą promocję, a wartość niszowych produktów jest w dużej mierze związana z marketingiem. Dotychczas najbardziej spektakularną inicjatywą było nagranie trylogii Sapkowskiego, w którym wzięło udział ok. 200 aktorów, ale olbrzymi budżet pochodził z Unii.

Może nadal mała popularność audiobooków wynika z faktu, że są droższe niż książki papierowe.

MB: Niekoniecznie. Nasze audiobooki są stosunkowo drogie ze względu na niskie nakłady i niszowe tytuły, ale przecież staranne edytorsko wydania książek także są kosztowne. Większość tytułów pozyskujemy bezpośrednio od wydawców, te dostępne przez agentów są za drogie. Nie zarabiamy na płytach. Jeśli wychodzimy na zero - jest super. Nie przeskoczymy bariery, dopóki nie wydamy bestsellera, który sprzeda się w 10 tys. egz.

Może wybieracie prozę zbyt ambitną?

MB: Nie stawiamy z założenia na ambicję, kierujemy się upodobaniami. "Wichrowe wzgórza" Karolina bardzo lubiła, ja ich nie znałem, ale pomyślałem - skoro tyle kobiet wyraża się o tej książce z entuzjazmem: zrobimy próbę bardziej komercyjną. I powieść Bronte rzeczywiście sprzedaje się najlepiej spośród naszych audiobooków.

Istotna jest rola aktora w promocji. Gdyby zatrudnić do czytania kogoś nieznanego, sprzedaż byłaby mniejsza?

MB: To się wszystko łączy. Karolina jest jedną z nielicznych osób w Polsce, które ze względu na swój świetny medialny kontekst są w stanie promować audiobooki. Jeżeli książka jest niszowa, lektor nie może być nieznany. W przypadku bestsellera jest o wiele mniej istotne, kto będzie go czytał.


Michał Brzozowski - wydawca, projektant okładek, poeta, księgarz. Prowadzi w Łodzi księgarnię "mała litera"

Karolina Gruszka - aktorka teatralna i filmowa. Ostatnio można ją było zobaczyć w filmie "Trick".

Katarzyna Badowska

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

2010-06-30 11:20:43