Pożądanie - o Rachatłukum Jana Wolkersa

Z książkami, do których się wraca po latach bywa różnie. Zdarza się, że to, co wydawało się nam Wielką Literaturą okazuje się być miałkim romansidłem lub nijakim kryminałem. Boję się takich powrotów, bo często bywają końcem jakiejś ułudy, jakiegoś zachwytu, który pielęgnowało się przez lata. Człowiek się zmienia, ja się zmieniam. Tak, jak niechętnie spotykam się z ludźmi, z którymi dawno rozeszły nam się drogi, tak rzadko czytam kiedyś pochłonięte książki i irytują mnie powtarzane w kółko filmy. Rachatłukum jest powieścią, do której jednak wróciłam. Wydana w audiobooku pozwoliła na nowo rozniecić emocje, które przeżywałam w wieku 17 lat. No i zachwyciła mnie chyba jeszcze bardziej niż w czasach licealnych, gdy po raz pierwszy miałam ją w rękach. Nie na darmo na Wikipedii ma ona status najchętniej czytanej książki przez licealistów. Dosadne, miejscami brutalne opisy fascynacji erotycznej dwójki bohaterów, nie dają zbyt dużego pola do działania wyobraźni. Bez niedomówień, bez konwenansów, a jednak z niesamowitym ładunkiem elektryzującej cielesnej intymności. Jednak to nie tylko opisy seksu tworzą tę niesamowitą książkę. To, co najbardziej zapada w pamięć, to namacalne poczucie braku, przemijania, wystygania czegoś, co było wielką miłością między dwojgiem ludzi, wielką fascynacją, zagarnięciem nieba do ręki, które zamiast trwać, przelatuje między palcami niczym piasek, a my nie możemy z tym nic zrobić. Nie da się tego procesu zatrzymać, ani nie da się tego gestu powtórzyć. Jest tu świadomość końca, o którym wiemy, że nastąpi, ale ciągle nie chcemy się z tym pogodzić. Proza życia, mijające lata, które odzierają nas z urody, zastępują jędrność ciała wiotkością przemijania, namiętności istnienia pożądaniem pieniędzy i wygodnym trwaniem, ideały zamieniając w doraźne korzyści. Tego wszystkiego nie sposób zauważyć mając 17 lat. Dlatego Rachatłukum wydało mi się tak piękne, tak moje. Jestem w tym punkcie, w którym powoli, w oddali, daleko jeszcze, ale już majaczy na horyzoncie jakiś koniec, w punkcie, który zmusza do stawiania sobie pytań i szukania odpowiedzi, wychodzenia poza ramy, ale i dostrzegania tego, co dobre i wartościowe. W szkole średniej czytałam bardzo dużo świetnej i ambitnej literatury, ale nic nie wiedziałam o życiu. Teraz czytając otwieram oczy, patrzę w głąb siebie i czasem widzę więcej niż chciałabym zobaczyć. Świadomość boli, czasem jest trudna do udźwignięcia, zmuszająca do zrobienia kroku w tył, ale za nic nie zamieniłabym jej na infantylną nieświadomość nastolatki. Przez świadomość (moją) dwójka bohaterów tej powieści stała się prawdziwa, namacalna, tragiczna i piękna zarazem. Audiobooka czyta Marcin Bosak. To właściwy człowiek na właściwym miejscu. Klnie i świntuszy wyjątkowo miło dla ucha. Katarzyna Źródło: www.wiatremczytane.pl

2015-06-14 01:16:10